MUMU i powrót do krainy sera

Holenderskie potyczki z przymrużeniem oka

Dlaczego nie jestem kibicem.

Skomentuj »


Wczoraj już od rana w pociągu było pełno wymalowanych pomarańczowych cudaków zdążających na paradę z okazji wygranej Mistrzostw Świata w Amsterdamie. (O 8.00 rano przynajmniej nie byli pijani, nie bekali i nie pierdzieli wuwuzelami.)

Coś kolo 200 tysięcy osób skakało w rytm techno podziwiając 20 chłopa skaczących też w rytmie  techno tyle, ze na scenie. A wyglądało to tak:

(Ci, których nie wpuszczono na plac musieli się zadowolić ciepłym piwem i czekać aż łódź z młodymi bogami z radosnym pluskiem fal przepłynie kanałem machając publice lub obejrzeć na żywo w TV.)


Wieczorem tramwaju nie uświadczysz i z buira do stacji musiałam iść pieszo w pomarańczowej procesji, ramię w ramię z Łysym Techno Vikingiem bez koszulki. Szkoda, że nie miałam na sobie nic pomarańczowego, bo może wtopiona w tłum też bym sobie kopnęła puszkę czy dwie.

W oparach sikow i piwa doczłapalam do pociągu. Siadłam w pierwszej klasie, bo na korytarzu nie bylo juz miejsca. No i wkurw. Cały wagon klaszcze, wyjce wyją, nastolatki piszczą i drą japy śpiewając Odę do Piwa….i do Robbena.

Przysięgam wam, żaden ze mnie kibic…

z okazji wygranej Mistrzostw Świata.

Written by agakwiat

14 Lipiec 2010 at 9:44 pm

Waka Waka…czyli kogo obchodzi piłka nożna?

z 6 uwagami

Pomaranczowe szaleństwo

Ostatnio przyłapałam się w pracy na nuceniu oficjalnej piosenki MŚ (co za palant wymyślił radio internetowe?). Wydaje mi się też, że nieświadome kiwam przy tym głową do rytmu i od czasu do czasu szuram kółkami próbując ponętnie kręcić bioderkiem z dupa na krześle biurowym.

Taki sam efekt ma na mnie inna pieśń zjednoczonych kibiców- ta o sile, starzeniu się i machaniu flaga (z tą różnicą,  że nie szuram biodrami). I tak sobie dziesięć razy dziennie wte i wewte nucimy z razem z Shakirą i K’naanem i grupą tubylczych tubylców “waka waka -eeee eeee” i o zgrozo przestałam się tym faktem czuć winna czy zażenowana.

No ale sami powiedzcie:

Na płocie naszego domku w MUMU – wisi pomarańczowy napis  “HUP HUP HOLLAND” (prezent od lokalnego spożywczaka za zakupy o wartości +20 euro) wywieszony przez moją współlokatorkę-patriotkę. (Nie będę się tu rozpisywać o pomarańczowym szaleństwie, które od kilku tygodni ogarnęło Krainę Sera). Przyznam, że z ulga przyjęłam do wiadomości fakt, że pomysł oblepienia domu pomarańczowym papierem toaletowym i flagami oraz zawieszenia lampek w kształcie mini piłek nożnych na obu drzewkach przed domem umarł śmiercią naturalną w przeddzień rozpoczęcia mistrzostw.

Ale kogo obchodzi piłka nożna?

W zeszły weekend podczas meczu Holandia – Japonia moi sąsiedzi wciśnięci w pomarańczowe stroje gimnastyczne raźno wybiegli na ulicę, specjalnie w tym celu zamkniętą dla ruchu, po czym ustawili namioty, krzesła, dwa monitory, sprzęt nagłośnieniowy, 5 skrzynek piwa + przekąski (i ogromny nadmuchiwany zamek dla dzieciarni, żeby choć do przerwy mieć święty spokój). Gęsta chmura pomarańczowego testosteronu unosiła się w powietrzu razem z zapachem kiełbasy  i piwa. Co niektórzy mieli chyba wrażenie, że jeśli będą krzyczeć dostatecznie głośno, to holenderska drużyna w Afryce na pewno ich usłyszy…. Chcąc nie chcąc wszyscy na osiedlu znali wynik meczu i wszystkie bardziej udane akcje.

I podczas gdy umacnianie jedności narodowej to jedno, kogo tak naprawdę obchodzi piłka nożna?

Niestety w pracy jest jeszcze gorzej, bo telewizory znajdują się w prawie każdym pomieszczeniu poczynając od recepcji a na dwóch kuchniach kończąc. (Dla wyjaśnienia dodam tylko, że pracujemy nad kampanią reklamową dla jednej z firm związanej bezpośrednio z MŚ) Cytując pewnego pisarza: “normalnie horror szoł”…

Mecze oglądają wszyscy – od recepcjonistek po dyrektorki. Kiedy miarowe stukanie w klawiaturę przerywa gromki wrzask męskich gardzieli, moja koleżanka z działu czym prędzej rzuca słuchawkę telefonu i pędzi do kuchni, by po chwili wzruszonym głosem oznajmić : “wyrównali na 1:1”. Co sprytniejsi w firmie ogladają mecze na internecie, pracując w trybie: Excel- mecz- Excel. I jak to w prawdziwie międzynarodowej firmie bywa, gdy jedni drą włosy z głowy, inni tańczą kankana z radości a tak naprawdę nikomu nie udaje się za bardzo skupić na pracy.

Ale kogo tak naprawdę obchodzi piłka nożna?

Wszystko zaczęło się niewinnie podczas ceremonii rozpoczęcia MŚ, gdy stuknąwszy się z koleżankami i kolegami z pracy symboliczną lampką szampana zagryzioną kostką holenderskiego sera, ze złami wzruszenia w kącikach oczu życzyliśmy sobie nawzajem wesołych mistrzostw świata. A teraz??
Gdy caluśkie dnie spędzam ślęcząc nad wymuskanymi podobiznami piłkarskich częsci ciała na plakatach i stronach internetowych, gdy oglądam te ich gęby na filmach i słucham wywiadów, gdy czytam statystyki, dane osobowe w 15 językach oraz opisy fantastycznych akcji i niezapomnianych goli, czuję się, jakbym ich znała od zawsze.

I tylko gdy śpię i znowu śni mi się Kaka, Messi i Villa biegający za piłką w moim ogrodzie w MUMU (przy okazji tratując cale zielsko przydomowe), ze dziwieniem stwierdzam, że oto …odkrywam w sobie prawdziwą fankę futbolu ( cofam- patrz kolejny post)

http://holendrowo.blogspot.com/2010/06/mundial.html

Written by agakwiat

27 Czerwiec 2010 at 12:56 pm

Julia nie cierpiała chwastów i nieporządku.

z 12 uwagami

Julia nie cierpiała chwastów i nieporządku. Odkąd tylko tu zamieszkała, to Julia zawsze dbała o ogród. Wczesną wiosną kupowała na targu bulwy pysznych hiacyntów, tulipanów i begonii; w podłużnych skrzynkach wysiewała zioła: pietruszkę oregano i szczypior.

To Julia kupowała niebieskie i czerwone lampiony, jaskrawo-żółte motyle albo wypraszała od znajomych stare omszałe krasnale i stalowe świeczniki na długich, smukłych nóżkach. Do białego stołu przypinała przezroczystą ceratę w ogromne żółte i różowe gerbery. Białe plastikowe krzesła ubierała w poduszki z biało-czerwonej miękkiej flaneli i w ciepłe dni ogród stawał się przedłużeniem dużego pokoju.

W wiosenne poranki Julia wyciągała ze schowka stare kubki, wazy i doniczki, które skrzętnie zbierała cały rok. Ostrożnie wysypywała na rozłożonych gazetach świeżą, wilgotną ziemię i krytycznym okiem decydowała o losach dużego pokoju i sypialni: paprotka wędrowała do niebieskiej wazy, bluszcz do białego plecionego koszyka, przerośnięty kroton do brązowo-żółtej masywnej donicy … Czasami dla zabawy kupowała i wysiewała nasionka truskawek, niezapominajek i czosnku, które cierpliwie czekały na lato na parapecie w dużym pokoju.

Julia nie umiała usiedzieć na miejscu. Nawet w tygodniu, tuż po kolacji brała sekator i szła rozprawić sie z żywopłotem albo nadać bardziej trójkątny kształt krzewom.
Wtedy właśnie, późnym popołudniem słychać było sąsiada podlewającego trawnik, brząkanie sztućców i szklanek, śmiech dzieci, narzekania matek, czasami któreś z dzieci spadło z trampoliny i wyło niczym syrena, czasami ktoś gromkim głosem zaśpiewał „sto lat”, a czasem w powietrzu rozchodził się apetyczny zapach kiełbasek z grilla. Wszystkie ogródki pulsowały życiem.

Latem Julia miała kark i plecy spieczone słońcem. W soboty potrafiła spędzić całe popołudnie w ogrodzie wyrywając chwasty, nawożąc, przesadzając i porządkując niesforne pędy wina. Następnie zamykała się na godzinę w łazience, wyczesywała z włosów liście i patyki, szorowała paznokcie, kremowała dłonie i malowała usta. Na miękkich poduszkach, wśród świeczek i lampionów i delektowała się szklaneczką różowego wina planując idealne miejsce na hamak.

Written by agakwiat

18 Kwiecień 2010 at 5:17 pm

Słodkie przestępstwo.

z 7 uwagami

Van Houten's

Większość znajomych  wkrótce po przyjeździe do Holandii przybiera na wadze średnio 5 kg i to wcale nie od sera… Otóż Holandia to również prawdziwy raj dla czekoladowych koneserów (o czym przypominają mi półki upakowane czekoladowymi jajkami i zajączkami).

W tym kraju każda okazja jest dobra na małe „co nieco”. Na śniadanko posypka czekoladowa albo czekoladowe płatki lub pasta, o 10.00 kawusia oczywiście z ciasteczkiem, do lunchu chocomel, około 15.00 chipsy, garść żelek albo batonik, żeby jakoś dotrwać do obiadu, a po obiedzie oczywiście słodki deser np. vla, no i nie zapominajmy o kosteczce czekolady do herbatki tuz przed spaniem….

Każdy weekend to okazja do kupna tortu z owocami lub wizyty w multivlaai. W zamrażarce obowiązkowo opakowanie soesjes wypełnionych bita śmietaną, na wypadek gdyby sąsiedzi akurat wpadli na kawkę. Każda wyprawa do miasta to okazja na gorącego stroopwafla prosto ze straganu, kawałek placka jabłkowego lub słodkiego tompoes z różowym lukrem. Nie wspominając już o urodzinach, rocznicach i niezliczonych spotkaniach rodzinnych…

Pamiętam jak pewnej soboty moja znajoma zaprosiła na kolację gości. Pośród dorosłych zmęczony i zniechęcony pętał się dwu- może trzyletni malec.

- Ej, psssssst, Hein! – szepnęła moja znajoma. – Chcesz to ci pokażę Sekretne Czekoladowe Miejsce.

Oczy malca rozpromieniły się w uśmiechu, po czym szybciutko rozejrzał się czy „mama nie widzi” i poczłapał za Lotte do kuchni.

- Otóż w naszej kuchni niedawno odkrylam zaczarowane miejsce- zniżając głos powiedziała Lotte. Jak staniesz w tamtym kąciku i zamkniesz oczy to sam zobaczysz.

Malec wyglądał bardzo poważnie, po czym posłusznie podreptał do kąta i zacisnął mocno powieki. Odruchowo rozdziawił małe usteczka a Lotte wcisnęła mu do buzi dwie kostki czekolady.
Mały nie otwierając oczu rozciągnął usta w błogim uśmiechu nie przestając żuć.

- Wiesz, nigdy nie robiłam tego swoim dzieciom, ale z cudzymi, to sama frajda!

Written by agakwiat

21 Marzec 2010 at 5:54 pm

Skąd do anielki wziął się wąsaty???

z 20 uwagami

Sven Kramer

Znowu spózniona. Za trzy wpół do. Cichutko zamykam za sobą drzwi. Ciemno. Wokół wszyscy jeszcze śpią. Rytmicznie stukam obcasami po chodniku a na opustoszałej ulicy dżwięk głośno odbija się echem. Wstawać śpiochy! Przemyka mi przez glowę złośliwie. Mróz sprawia, że zaciskam zęby.

Przebiegam przez pasy, patrzę w lewo- jeszcze nie jechał. Na przystanku dopiero jedna osoba. Jest git.

Podchodzę. Po chwili zimno wdzera mi się pod ubranie. Nerwowo przestepuję z nogi na nogę. Dziewczyna ziewa głośno a z jej ust wydobywa się gorąca chmurka pary. Po chwili zaczynają się schodzić-najpierw dwie studentki z wypchanymi plecakami; obie w podobnych czapkach i „uggach” obgadują jakiegoś nudnego nauczyciela. Potem zjawia się para: ona w przyciasnej kurteczce z futrzanym kołnierzem, on z niedojedzoną bułką w ręce. Oboje są zaspani i głośno ziewają nie zakrywając buzi. Zastanawia mnie jak można czuć smak jedzenia przy temperaturze -6. Odwracam się tyłem z zainteresowaniem studjując najnowszy plakat reklamowy- przystojny młody chłopak w obcisłej podkoszulce i w getrach w dość dumnej pozie reklamujący chleb. Dobre zdjecie.

Cholera! Nie wiadomo skąd zjawia się jakiś wyrostek i od razu bezczelnie wpycha się przede mnie. O niedoczekanie twoje kochasiu, ja wsiadam pierwsza! Cicho skradam się za nim aż pod sam znak. Po przeciwnej stronie ulicy trzaskają drzwi i po chwili obok mnie staje blond sex bomba 45+. Wyperfumiona jak zawsze; na zmiane kaszle i zaciaga sie malborasem. A więc są już prawie wszyscy.

Zęby mi dzwonią i najchętniej podskoczyłabym kilka razy dla rozgrzewki. Wyrostek rozciera zmarznięte dłonie, blondyna rzuca niedopałek papierosa na środek ulicy. Cisza. Słychac tylko szum rytmicznie przejeżdzających samochodów.

Wszyscy wydają się senni i niemrawi ale ja dobrze wiem, że to tylko pozory. Nagle nasze małe stadko ożywa. Najpierw ruszają się studenki, ziewająca para przesuwa się bliżej. Po pasach w stronę przystanku przebiega wysoki młodzian i wbija się w środek grupy. Studentki wpychają się na blondynę, blondyna na mnie, ja na wyrostka, wyrostek na starego z wąsem. Skąd do anielki wziął się wąsaty??? Musiał przyjść od drugiej strony i zaczaić się za plakatem przystojniaka z chlebem.

Szukam biletu, starając się utrzymać równowagę. Autobus staje za daleko. Zbijamy się w ciaśniejszą kulkę i razem toczymy się w stronę wejścia. Wyrostek podkłada mi łokiec. Staram się stanąć bokiem blokując studentki. Niedoczekanie wasze, mi też jest zimno. Do środka zostaję wepchnięta jako trzecia. Złota zasada wolnego miejsca – najlepiej znaleźć się w pierwszej trójce. Od razu zerkam na początkowe siedzenia tyłem do kierunku jazdy- cholera! Zajęte. Dalej nawet nie ma co patrzec. No nic, dzisiaj postoję…

Written by agakwiat

13 Luty 2010 at 7:22 pm

Sophia

z 4 uwagami

Jest takie miejsce w Amsterdamie…wcale nie w centrum a wręcz przeciwnie, ładny kawalek tramwajem. Całkiem przyjemna restauracja z dużym barem :) Zimą jak to zimą po 3 drinku każde miejsce, w którym nie pada i nie wieje wydaje się przytulne ale w tym miejscu w niedzele po trzecim drinku robi sie naprawde gorąco! Pan na klawiszach – Michiel Borstlap co tydzień zaprasza nowych gości. Mój filmik zrobiony przy pomocy telefonu trochę kiepskawy więc wygrzebalam cosik na Jutubach :)

Kto chce sie ze mna wybrać?

Written by agakwiat

31 Styczeń 2010 at 7:36 pm

Dlaczego zabrania się mówienia po angielsku.

z 8 uwagami

Krzaczory

Nasz mały domek w Utrechcie wcale nie jest typowym domem studenckim: ścianę nad schodami zdobią stare obrazki łódek, wiatraków i dziwacznie ubranych pań w kapeluszach. Niektóre są bardziej kiczowate, niektóre mniej; pamiątki rodzinne po anonimowych Janach Willhelmach i innych Liselottach, zdobyte na pchlim targu za grosze. W dużym pokoju zaszczytne miejsce zajmuje rozstrojone pianino, komoda na wpół zjedzona przez korniki (ale jakże urocza), a na oknie dumnie wystawione dla przechodniów stoja dwa modele holenderskich żaglówek.

W sumie miałam dużo szczęścia, że nie musiałam wyrywac sobie włosów z głowy na gwałt szukając pokoju- pokoj już na mnie czekał. I choć bardzo często mam serdecznie dosyć brudnych naczyń w zlewie i cudzych wlosów pod prysznicem (jendym słowem współlokatorów), to lubię ten mały domek z nieszczelnymi oknami i zakrzaczonym ogródkiem.

W NL tak już jest, ze wlaściciel mieszkania zazwyczaj niewiele ma do powiedzenia jeśli przychodzi do szukania nowego podjemcy. Zazwyczaj decydują o tym lokatorzy a cała akcja nazywa się: Hospiteeravond.

Wieczorem, w wyznaczonym dniu zaprasza się grupę ludzi spełniajacych określone wymogi wymienione wcześniej w ogłoszeniu (25-30 latka, najchętniej pracująca, czysta, cicha i zadbana, z małą ilością gratów, za to z mikrofalówka z funkcją pieca i lepszym telewozorem do dużego). Po czym oferuje się kadnydatce nr.1  filiżankę herbaty i ciasteczko a rozmowa toczy się następująco:  co robisz?/robiłas?/bedziesz tu robić?/gdzie pracujesz?/ chłopaka?/weekendy?/wracać do rodziców?/imprezy?/muzyka?/halas?/dużo rzeczy?/mało rzeczy?/dodatkowa szafa/półki i stolik za 100e/co lubisz?/nie lubisz?/ rundka po domu i twoje 15 minut minęło- NEEEEXT! nastepna. (Jak już wspominalam nasz domek NIE jest mieszkaniem studenckim, w takich miejscach rozmowa przebywa w następujący sposób: jaka szkoła?/ wydział?/ kogo znasz?/ klub studencki?/sport- hokej-wiosłowanie-żeglowanie?/ co robisz w weekendy?/zakupy ciuchy w sobote?/muzyka?/kluby – kafejki?/imprezy?/a teraz udawaj kamień/żyrafę/stół (prawdziwa historia znajomego, który dostał wszyskie trzy zadania), NEEEEXT!)

W taki właśnie sposób w styczniu trafiła do nas Jenneke aktorka amatorka/nauczycielka holenderskiego w gimnazjum a co gorsza przez „e” a nie przez „a” i ciągle mi się chyba będzie mylić z Janneke – polską odpowiedzniczką Agatki z „Jacka i Agatki”. No i właśnie o to jej nauczycielstwo się rozbija, bo teraz już nie mam wymówek żeby mówić w domu po angielsku. Dostałam od niej nawet podręcznik z czytankami, no i grzech by było nie wykorzystać fachowej pomocy pani psor, co się plącze po kuchni…

Jedno z moich nowych postanowień noworocznych: żadnych wymówek, angielski tylko w pracy.

Written by agakwiat

24 Styczeń 2010 at 8:50 pm

Dlaczego nie jeżdże na rowerze…

z 7 uwagami

Patrze w dół…

…patrze w prawo…

cholera, zamykam okno, bo mam śnieg w pokoju!!!

Written by agakwiat

20 Grudzień 2009 at 3:22 pm

Napisane w Holandia, MUMU, Utrecht

Tagi: ,

A dzisiaj tak…

Skomentuj »

Written by agakwiat

15 Grudzień 2009 at 9:52 pm

Napisane w Holandia, Holendrzy, Kultura

Tagi:

Szczęściara

z 6 uwagami

Pierwszy tydzień w nowej pracy już  za mna…ufff. Dużo nowych twarzy, imion,  skrótów. (Zapamietaj: żółty klucz od wejścia a czarny od ogrodu…)

Bilans: tylko dwa razy zgubiłam się w budynku i ani razu nie zatrzasnęłam się w ubikacji ;)

Dni mijaja mi szybko,  głównie na zapamiętywaniu i poznawaniu ludzi. Zazwyczaj pytam ich skąd są i tak oto: Ameryka, Nowa Zelandia, Kanada, Autralia, Grecja, Portugalia, Włochy, Hiszpania, Chorwacja… jeden wielki misz-masz. Generalnie buiro już świeci przedswiątecznymi pustkami, bo większość osób wraca na święta do domu. Tymczasem przede mną pierwsza biurowa impreza  i sprawdzian pamięci (Steven? Dennis?? David???).

Grudniowy Amsterdam rozbrzmiewa dzwonkami tramwajów.  Jest gwarnie i jasno od ozdób świątecznych.  Dzieciaki na rynku śpiewają kolędy; w powietrzu unisi się przesłodki zapach oliebollen a małe kafejki aż proszą się o krótką wizytę na filiżankę gorącego kakao.

I dopiero teraz, wędrujac sobie tymi wąskimi uliczkami czuję,  że mogę nareszcie po prostu odetchnąć….

Written by agakwiat

12 Grudzień 2009 at 4:13 pm

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.