Post mortem
Po zakończeniu projektu tester musi przygotować ostatni raport tzw. “post mortem” czyli nomen omen “badanie pośmiertne”. Zastanawiam się dlaczego nazwano ten etap badaniem pośmiertnym, skoro gotowy produkt dopiero powstał?
Sekcja zwłok testera, co mu żyłka pękła? Badanie cierpliwości co padła trupem przy 36-tej zmianie rozplanowania menu? Nagłe zejście administratora bazy danych z powodu poprawienia na niepoprawny, wcześniej poprawnie poprawionego tekstu? A może to tylko jeden z przejawów sadystycznego poczucia humoru dyra…
Tak czy siak “Post mortem” to magiczy dokument, w którym tester może wreszcie wypluć z siebie trochę żółci zarówno na Szwedów jak i na durnych tłumaczy. ( Nie żeby ktoś ten raport pózniej czytal…wręcz przeciwnie, jest to narzędzie czysto terapeutyczne).
Wracając jednak do tłumaczeń oto kilka kwiatków, które udało mi się wyłuskać w ostatnim dniu ( i żałuję trochę, że nie zbierałam ich od początku projektu):
“Średni pancerz zapewnia rozsądnemu żołnierzowi równowagę między ochroną i szybkością.” (Błogosławieni obdarzeni rozsądkiem…)
“Ciężki pancerz to ulubione wyposażenie obsługi ciężkich karabinów maszynowych. Daje znakomitą ochronę, ale znacznie zmniejsza szybkość.” ( Zmniejsza szybkość karabinu czy może szybkość opadania fusów herbaty na dno szklanki?)
“Siatka kevlarowa to tani, lekki pancerz, preferowany przez żołnierzy gotowych poświęcić dodatkową ochronę w zamian za większą mobilność.” (Według mnie mobilność to skłonność do zmiany miejsca zamieszkania…ale mogę sie mylić.)
“Ta statystyka pokazuje ilość zabitych przeciwników.” (W kilogramach czy na oko?)
“Ciapki leoparda.” (Czy może raczej cętki lamparta?)
“Zestaw pierwszej pomocy służy do samoleczenia.” (Niezbędny w każdej domowej apteczce!)
“Bojowa Odznaka Fragowania.” (Niestety nie każdy tłumacz wie, ze FRAGO to skrot od fragmentary order…a wystarczyło wrzucic w Google…)
“Twoje wgrywanie zakończyło się powodzeniem.” (Jeden z miliona zlepków wyrazów przetłumaczonych dosłownie z języka angielskiego.)
“Medal Zawodzącego Weterana” (lol
)
A więc to juz koniec i nie ma juz nic. Finito. Żegnajcie testerzy i Szwedzi! Żegnajcie granaty łzawiące i noże, zegnajcie diody, kable, kody, hasła i błędy dostępu, ciastka z czekoladą na śniadanie i Celine Dion ( czy wpominałam, że niektórzy testerzy mają świra na punkcie Celiny?)
Czas na małe przedświąteczne wakacje…a w grudniu zaczynam nową pracę w Amsterdamie!
Dzień z życia testera cz.3
Tester językowy to gatunek testera, który całą swoją uwagę poświęca na sprawdzaniu poprawności językowej w grze. Na ten przykład, czy kropki i przecinki postawiono w odpowiednich miejscach, czy tekst mieści się w oknie komunikatu, oraz czy tłumaczenie nie zawiera błędów gramatyczno-językowych.
Testerzy językowi również bardzo kochają swoja prace, lecz nienawidzą tłumaczy. Emocje w stosunku do większości tłumaczy można by opisać wymienionymi juz wcześniej rzeczownikami. Wiąże się to z bezdenna głupota tłumaczy, którzy pracując w pospiechu, wykazują się absolutnym brakiem rozumowania, niechlujnością, brakiem odpowiedzialności i wiedzy. Po prostu niewykształcona banda… z która na szczęście tester językowy nie ma bezpośredniego kontaktu.
Dzień testera sprowadza się do poprawiania błędów, zwanych potocznie “bugami” oraz wpisywaniu ich do bazy danych. Im więcej błędów wpisze, tym lepszy z niego tester. Generalizując praca testera jest bardzo kreatywna i polega na ciągłym czepianiu się (ogólnie), poprawianiu, czepianiu się pierdół, poprawianiu poprawek i poprawianiu wszystkich, którym się wydaje, że wiedzą lepiej. Dodatkowo ważnym, kreatywnym elementem dnia jest przeklinanie pod adresem tłumaczy, producenta gry, testerów językowych z Liverpoolu, Szwedów, (bo są głupi i kto by się spierał z testerem?), oraz serwera, co się zawiesza.
MIT 5 Testerzy nie jedzą warzyw. FALSZ.
Zasadniczo na pizzy to też sż warzywa, nie? Poza tym sałatka na lunch to żadna ujma dla testera szczególnie, jeśli żeńska część testerów zadba o ugotowanie jaj na twardo. Niektórzy testerzy spożywają również świeże owoce.
Przerwa na lunch składa się z 3 minut na przygotowanie kanapki, 2 minut na zapieczeniu kanapki w tosterze oraz 40 minut ProEvo.
MIT 6 Testerzy nie mają życia (prywatnego). FAŁSZ.
Choć w wielu przypadkach jest on zmuszony do odrabiania nadgodzin i stereotypowej pizzy na kolację, prawdziwy tester wie, co to dobra zabawa i dlatego wolne wieczory spędza ze znajomymi…grając w Fifę bądź też Borderlands!
Dzień z życia testera cz.2

Po ciężkiej nocy przed ekranem, obowiązkowym porannym rytuałem każdego testera jest dostarczenie organizmowi porządnej dawki kofeiny celem pobudki. Znane są dwa podgatunki testera: tester europejski kawo-lubny oraz tester amerykański colo-lubny. Po kofeinie następuje rytuał numer dwa – śniadanie.
MIT 3 Testerzy jedzą na śniadanie pizzę. FAŁSZ.
Z moich obserwacji wynika ze batonik zbożowy, czekolada, chipsy lub ciastka z karmelem stanowią dużo bardziej ważny element diety niż pizza i produkty te są spożywane o każdej porze dnia w dowolnych ilościach. Tester często spożywa posiłki nad klawiatura komputera, nie jak błędnie mogłoby się wydawać z lenistwa, lecz całkiem przeciwnie z wrodzonej zaradności oraz umiejętności produktywnego zarządzania czasem.
Prawdziwy tester, nawet w Holandii nie jeździ na rowerze (chyba ze jest to tester holenderski i urodził się w siodełku). Rowery są zasadniczo za szybkie i się psuja. Testerzy natomiast nie cierpią rzeczy, które szybko się poruszają lub które się psują.
MIT 4 Testerzy nie lubią świeżego powietrza. FALSZ.
Wręcz przeciwnie, tester docenia zalety zdrowego trybu życia i w wolnym czasie lubi iść na spacer (do i z pracy). Lubi tez grupowo pokopać piłkę pod kościołem ( tzn. akurat tak się składa, ze biuro jest koło kościoła a przed kościołem jest plac). Latem może być freesbie … byle nie łatało za szybko, nie psuło się i nie trzeba było za nim biegać.
Testerzy bardzo kochają swoja prace, lecz nienawidzą producentów gry. Tu bardzo popularnym odnośnikiem często padającym pod adresem producenta gry są słowa w rodzaju ” palant, cioł i debil” oraz inne, których w tym miejscu nie będę cytować. Wynika to głównie z faktu, że tester testuje grę w fazie beta, w której to fazie gra jest “prawie skończona”. “Prawie” może czasem trwać półtora roku pracy producenta i objawia się formie popsutej gry, czego jak juz wcześniej wspomniałam tester zasadniczo nie trawi…
Dzień z życia testera.
Wszystko zaczęło się od tego, że zostałam językowym testerem gier wideo w MUMU (sic!). Teoretycznie, jako “specjalista od lokalizacji” zajmuję się korektą języka polskiego w grze…natomiast w praktyce oznacza to 8 godzin dziennie na konsoli z nożem bądź najnowszym granatem bojowym w dłoni
Zdziwieni? Otóż testerzy to bardzo ciekawy gatunek i postaram się wam go przybliżyć. Zamierzam również wyjaśnić kilka ważnych wątpliwości odnośnie stereotypowego testera.
Dzień testera zaczyna się po 12.00 w południe, ale w pracy wypada się zjawić już ok 10.25.
MIT 1 Testerzy się nie myją. FALSZ
Według moich obliczeń na 40 testerów przypada jeden do dwóch niemyjących się. Reszta wydziela neutralną bądź świeżą woń w zależności od upodobań indywidualnych. Niektórzy testerzy chodzą regularnie do fryzjera oraz mają w zwyczaju się golić.
MIT 2 Testerzy mają brody i kucyki. FALSZ.
Z tego, co zauważyłam testerzy lubią wąsy i dwu trzydniowy zarost, natomiast nie zaobserwowałam szczególnego zamiłowania ku brodom. Co do kucyków, to tez wyłącznie przesąd.
Pobudka o 9.45 to raczej bolesny zabieg, szczególnie, jeśli poprzednią noc spędziło się na rypaniu w DS do 4 rano… Bardzo ciekawe są niuanse doboru gier “prawdziwego gracza” oraz związany z nimi status. Na ten przykład granie w DS do 4 rano to żaden powód do dumy wręcz przeciwnie…. Należy wykazać zdziwienie i skruchę oraz wymyślić naprędce jakaś przekonywującą wymówkę, typu: “nie grałem przecież w DS juz chyba miesiąc”.
Najmniejsza wzmianka o graniu w popularny kilka lat temu World Of Warcraft świadczy o absolutnym braku życia towarzyskiego i wiąże się ze zbiorowym okrzykiem oburzenia, („co ty, życia nie masz?!!”). Natomiast posiadanie oraz przywilej grania w Uncharted 2 na PS3 do 4 rano, to już zupełnie inna sprawa, bo gra dopiero co weszła na rynek, no i jak wyraził się jeden z krytyków jest to “najlepsza gra wszechczasów”, który to komentarz mówi sam za siebie. ( Niestety nie grałam wiec się nie wypowiadam).
Ktos z was probowal?
Beta – ta czy nie ta?
Beta przychodzi niespodziewanie i szumnie- email szumi komentarzami a opinie szeleszcząc spadają hałaśliwie na serwer.
Wreszcie cos się dzieje…
Krytyka goni krytykę a ząb zębem zgrzyta, bo wszędzie pełno jeszcze niedociągnięć i co runda to niewypał. Pora zwiększyć tempo, bo jak mawia A. to, choć „weekend jest jeden, to dni wolnych dwa”.
Przybywa nowych efektów i ludzi, otoczenie zmienia się i komplikuje. Teraz testuję już wszystkie opcje i wszystkie możliwości. W zapomnieniu wyłapuje Bugi jak szalona a one wciąż plenią się jak chwasty.
Macham kończynami tak długo, aż mój inter i outer fejs zaczyna reagować prawidłowo. Teraz regularnie biegam do parku na poranna porcje jogu.
Audio w geście zbratania wreszcie zgadza się z Wideo. Następuje uroczysta wymiana uścisków i uśmiechów. Wciąż jeszcze wyłapuję orty, literówki oraz ucięty tekst, ale gra się toczy dalej,
Pomimo kolejnych kilku wpadek, zaczyna mnie to wszystko najzwyczajniej w świecie bawić. Wreszcie…
Raz, dwa, trzy test. Alfa
Alfa jest zasadniczo i z założenia niestabilna. Zazwyczaj wersja ta dostępna jest jedynie dla twórców, zakodowana i niezrozumiała dla otoczenia. Wiadome są teoretyczne operacje, jakie powinny być wykonane oraz gromadzone są duże ilości informacji.
Cos tam w tym łebie-repozytorium spoczywa na dnie, lecz jeszcze nieruchawe i w absolutnej niemocy.
Wydaję się ograniczona. Mój inter i outer face jest spuchnięty i poszarzały od nadmiaru informacji i braku świeżego powietrza. Na tym etapie wszystkie (zmiany) są bolesne. Niby cos już jest, coś się kluje, ale Alfa nie nadaje się jeszcze do prezentacji, ani tym bardziej do zabawy. Zamykam się w pokoju i sprawdzam po kolei każdy podsystem, każdy przycisk i każdy komunikat.
Ponoć na wahania najlepsze są: „wiara, wódka i wakacje”, ale ja cala jestem pochłonięta G. i K. W miejscach czarnych dziur gdzie niespodziewanie nie znajduję wyjścia, ustawiam prowizoryczne tabliczki z napisem: „Uwaga Placeholder”.
Glos czasami odmawia mi posłuszeństwa, a obraz często płata dzikie figle. Wystarczy sekunda nieuwagi, by wszystko przeniosło się w stan zawieszenia i pozostało tam na dłuższą chwile, aż jak mój Tropiciel Defektów nie kopnie z całej siły w pudlo! O proszę- Reset.
Faza londyńska pre-Alpha czyli o poszukiwaniach i inspiracji.
Będąc jeszcze w Londku, raźno i dumnie wkroczyłam w pre-Alfa. Wyznaczyłam sobie zakres całego przedsięwzięcia, koszt imprezy, określiłam niezbędne parametry i materiały. Rozplanowałam czas i miejsce każdej dużej czynności, przy pomocy grafu rozbijając je na małe cząstki.
Zaplanowałam posunięcia budżetowe, rozwiązania logistyczno- administracyjne, jak również niejasno nakreśliłam w głowie pierwszy szkic.
Całość wydawała się jeszcze bardzo mglista i choć nic nie było jeszcze wiadome, ja miałam w głowie plan i wizje siebie w białej kiecce na rynku w MUMU.
Etap gold został szybko zdefiniowany w postaci własnego kotka we własnym ogrodzie gdzieś w MUMU; natomiast cała filozofia nadzoringu składała się głównie z głupiego szczerzenia się do własnych myśli i ze szczerzenia się do innych.
Pozostawała jeszcze tylko kwestia opracowania odpowiedniego systemu dla Tropiciela Defektow, którego zadaniem było raportowanie o obecności wszelakiej maści chochlików, czyli tzw. Bugów. Byłam ustawiona!
Karuzela

by Thomas Hawk via Flickr
Przyznaję bez bicia, że ostatnio zaniedbałam mojego bloga… miałam trochę dużo na głowie w zwiazku z szukanie pracy…czy raczej jej brakiem. W ramach ucieczki od codziennosci pomogły mi wesołe wakacje i trasa: Katowice–> Kraków–> Łęka Opatowska–> Kudowa Zdrój–> Praga–> Katowice.
Och…i twarożek ze szczypiorkiem i lody, ogórkowa, kluski i lody, karkóweczka z grilla i lody a w miedzyczasie serniczek….
A tak na poważnie to lubię przyjeżdżac do PL żeby się trochę wyciszyć w tak zwanym „nieróbstwie”, naładować „baterie”, pooddychać swieżym powietrzem, poszwędać się pociągami PKP i poczytać ksiązki…
Pomijąjac fakt, że internet mi w domu zaginął gdzieś w akcjii i że nie dadążam z odpowiedziami na wszystkie nagromadzonone maile dodam, że zaczęłam nową pracę w raczej zwariowanym biurze… Generalnie chcialam tylko dać znać, że jestem i nigdzie się nie wybieram a karuzela znowu się kręci…
How to save your job?
Znalazłam ten obrazek na jednej stronce odnośnie szukania pracy … jakoś mnie zauroczył
Pozdro dla wszystkich szukających!

Co należy zrobić z flakiem?
Otóż nie tylko w Holandii flaki się zazwyczaj pompuje. Można to zrobić własnoręcznie lub w wypadku braku specjalistycznego sprzętu można się tez udać do pobliskiego mechanika rowerowego.(?)
Tuż po rozpoczęciu operacji na moim flaku, do sklepu rowerowego wkroczyła bardzo bujna holenderka o wydajnym biuście. Młode chłopię walczące właśnie z flakiem najpierw się wybałuszyło, potem wgapiło a na końcu leniwy uśmiech wypełznął na jego poczciwa twarz. I tak wybałuszono-wgapiony w tą piękną dwudziestoletnią systematycznie flaka pompował:
psssst, pssst, pssst, psssst…. pssssssssst, pssssssssssst, psssssssssssss….
W końcu musiałam interweniować, bo pomyślałam, że w takim tempie zaraz mi ta oponę wysadzi. ( Znacie te pompki do roweru, które wyglądają jak zapalnik bomby?).

Odzyskawszy swój wehikuł bezzwłocznie wyjechałam na ulicę.
Wyrzuciło mnie z siodełka już na najbliższych „kocich łbach”, po czym dzwonek samoczynnie się rozszalał z powodu nadmiernych wstrząsów. Moja opona była twarda jak kamień!
Po przyjeździe do domu okazało się, że rzeczone chłopię zapomniało również o wentylu no, ale pies drapal wentyl…ważne że po gładkim sunę teraz jak przysłowiowy pershing!






