Archiwum dla Marzec 2010
Słodkie przestępstwo.
Większość znajomych wkrótce po przyjeździe do Holandii przybiera na wadze średnio 5 kg i to wcale nie od sera… Otóż Holandia to również prawdziwy raj dla czekoladowych koneserów (o czym przypominają mi półki upakowane czekoladowymi jajkami i zajączkami).
W tym kraju każda okazja jest dobra na małe “co nieco”. Na śniadanko posypka czekoladowa albo czekoladowe płatki lub pasta, o 10.00 kawusia oczywiście z ciasteczkiem, do lunchu chocomel, około 15.00 chipsy, garść żelek albo batonik, żeby jakoś dotrwać do obiadu, a po obiedzie oczywiście słodki deser np. vla, no i nie zapominajmy o kosteczce czekolady do herbatki tuz przed spaniem….
Każdy weekend to okazja do kupna tortu z owocami lub wizyty w multivlaai. W zamrażarce obowiązkowo opakowanie soesjes wypełnionych bita śmietaną, na wypadek gdyby sąsiedzi akurat wpadli na kawkę. Każda wyprawa do miasta to okazja na gorącego stroopwafla prosto ze straganu, kawałek placka jabłkowego lub słodkiego tompoes z różowym lukrem. Nie wspominając już o urodzinach, rocznicach i niezliczonych spotkaniach rodzinnych…
Pamiętam jak pewnej soboty moja znajoma zaprosiła na kolację gości. Pośród dorosłych zmęczony i zniechęcony pętał się dwu- może trzyletni malec.
- Ej, psssssst, Hein! – szepnęła moja znajoma. – Chcesz to ci pokażę Sekretne Czekoladowe Miejsce.
Oczy malca rozpromieniły się w uśmiechu, po czym szybciutko rozejrzał się czy “mama nie widzi” i poczłapał za Lotte do kuchni.
- Otóż w naszej kuchni niedawno odkrylam zaczarowane miejsce- zniżając głos powiedziała Lotte. Jak staniesz w tamtym kąciku i zamkniesz oczy to sam zobaczysz.
Malec wyglądał bardzo poważnie, po czym posłusznie podreptał do kąta i zacisnął mocno powieki. Odruchowo rozdziawił małe usteczka a Lotte wcisnęła mu do buzi dwie kostki czekolady.
Mały nie otwierając oczu rozciągnął usta w błogim uśmiechu nie przestając żuć.
- Wiesz, nigdy nie robiłam tego swoim dzieciom, ale z cudzymi, to sama frajda!





