MUMU i powrót do krainy sera

Holenderskie potyczki z przymrużeniem oka

Archiwum dla Kwiecień 2010

Julia nie cierpiała chwastów i nieporządku.

z 12 uwagami

Julia nie cierpiała chwastów i nieporządku. Odkąd tylko tu zamieszkała, to Julia zawsze dbała o ogród. Wczesną wiosną kupowała na targu bulwy pysznych hiacyntów, tulipanów i begonii; w podłużnych skrzynkach wysiewała zioła: pietruszkę oregano i szczypior.

To Julia kupowała niebieskie i czerwone lampiony, jaskrawo-żółte motyle albo wypraszała od znajomych stare omszałe krasnale i stalowe świeczniki na długich, smukłych nóżkach. Do białego stołu przypinała przezroczystą ceratę w ogromne żółte i różowe gerbery. Białe plastikowe krzesła ubierała w poduszki z biało-czerwonej miękkiej flaneli i w ciepłe dni ogród stawał się przedłużeniem dużego pokoju.

W wiosenne poranki Julia wyciągała ze schowka stare kubki, wazy i doniczki, które skrzętnie zbierała cały rok. Ostrożnie wysypywała na rozłożonych gazetach świeżą, wilgotną ziemię i krytycznym okiem decydowała o losach dużego pokoju i sypialni: paprotka wędrowała do niebieskiej wazy, bluszcz do białego plecionego koszyka, przerośnięty kroton do brązowo-żółtej masywnej donicy … Czasami dla zabawy kupowała i wysiewała nasionka truskawek, niezapominajek i czosnku, które cierpliwie czekały na lato na parapecie w dużym pokoju.

Julia nie umiała usiedzieć na miejscu. Nawet w tygodniu, tuż po kolacji brała sekator i szła rozprawić sie z żywopłotem albo nadać bardziej trójkątny kształt krzewom.
Wtedy właśnie, późnym popołudniem słychać było sąsiada podlewającego trawnik, brząkanie sztućców i szklanek, śmiech dzieci, narzekania matek, czasami któreś z dzieci spadło z trampoliny i wyło niczym syrena, czasami ktoś gromkim głosem zaśpiewał “sto lat”, a czasem w powietrzu rozchodził się apetyczny zapach kiełbasek z grilla. Wszystkie ogródki pulsowały życiem.

Latem Julia miała kark i plecy spieczone słońcem. W soboty potrafiła spędzić całe popołudnie w ogrodzie wyrywając chwasty, nawożąc, przesadzając i porządkując niesforne pędy wina. Następnie zamykała się na godzinę w łazience, wyczesywała z włosów liście i patyki, szorowała paznokcie, kremowała dłonie i malowała usta. Na miękkich poduszkach, wśród świeczek i lampionów i delektowała się szklaneczką różowego wina planując idealne miejsce na hamak.

Written by agakwiat

18 Kwiecień 2010 at 5:17 pm

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.