Julia nie cierpiała chwastów i nieporządku.
Julia nie cierpiała chwastów i nieporządku. Odkąd tylko tu zamieszkała, to Julia zawsze dbała o ogród. Wczesną wiosną kupowała na targu bulwy pysznych hiacyntów, tulipanów i begonii; w podłużnych skrzynkach wysiewała zioła: pietruszkę oregano i szczypior.
To Julia kupowała niebieskie i czerwone lampiony, jaskrawo-żółte motyle albo wypraszała od znajomych stare omszałe krasnale i stalowe świeczniki na długich, smukłych nóżkach. Do białego stołu przypinała przezroczystą ceratę w ogromne żółte i różowe gerbery. Białe plastikowe krzesła ubierała w poduszki z biało-czerwonej miękkiej flaneli i w ciepłe dni ogród stawał się przedłużeniem dużego pokoju.
W wiosenne poranki Julia wyciągała ze schowka stare kubki, wazy i doniczki, które skrzętnie zbierała cały rok. Ostrożnie wysypywała na rozłożonych gazetach świeżą, wilgotną ziemię i krytycznym okiem decydowała o losach dużego pokoju i sypialni: paprotka wędrowała do niebieskiej wazy, bluszcz do białego plecionego koszyka, przerośnięty kroton do brązowo-żółtej masywnej donicy … Czasami dla zabawy kupowała i wysiewała nasionka truskawek, niezapominajek i czosnku, które cierpliwie czekały na lato na parapecie w dużym pokoju.
Julia nie umiała usiedzieć na miejscu. Nawet w tygodniu, tuż po kolacji brała sekator i szła rozprawić sie z żywopłotem albo nadać bardziej trójkątny kształt krzewom.
Wtedy właśnie, późnym popołudniem słychać było sąsiada podlewającego trawnik, brząkanie sztućców i szklanek, śmiech dzieci, narzekania matek, czasami któreś z dzieci spadło z trampoliny i wyło niczym syrena, czasami ktoś gromkim głosem zaśpiewał “sto lat”, a czasem w powietrzu rozchodził się apetyczny zapach kiełbasek z grilla. Wszystkie ogródki pulsowały życiem.
Latem Julia miała kark i plecy spieczone słońcem. W soboty potrafiła spędzić całe popołudnie w ogrodzie wyrywając chwasty, nawożąc, przesadzając i porządkując niesforne pędy wina. Następnie zamykała się na godzinę w łazience, wyczesywała z włosów liście i patyki, szorowała paznokcie, kremowała dłonie i malowała usta. Na miękkich poduszkach, wśród świeczek i lampionów i delektowała się szklaneczką różowego wina planując idealne miejsce na hamak.





Julia Ogrodniczka.
Jakie jest drugie dno tego wpisu?
SzuflaNdia
18 Kwiecień 2010 at 11:05 pm
Moze takie ,ze niedzielny poranek spedzilam na czworakach pielac i porzadkujac i poczulam sie troche jak Julia. A moze po prostu uwielbiam ta ich milosc do porzadku, lampionow, jaskrawych doniczek i ogrodowych krasnali…:)
agakwiat
19 Kwiecień 2010 at 6:19 am
Ogrody, witrynki mają cudne. Nie da się ukryć. Aż miło się chodzi po ich wsiach. Parę dni temu byłem na spacerze na wsi koło Rotterdamu, w wolnej chwili wrzucę parę kadrów.
SzuflaNdia
19 Kwiecień 2010 at 7:42 am
Wrzuc, wrzuc…
A te male ogrodki w ktorych slychac wszystkich sasiadow z ulicy wcale nie musza byc na wsi. Pamietam ogrodki w Adamie, Hilversum no i moj obecny w Utrechcie…
agakwiat
19 Kwiecień 2010 at 7:07 pm
Aga, a u nas “na wsi”, jak to Robin mowi, sasiedzi wogole nie siedza w ogrodkach!!! Takze jakie kolwiek halasy ogrodkowe w Holandii sa mi obce, uwierzysz?
Agata
20 Kwiecień 2010 at 8:52 am
Szkoda….u mnie w MUMU moge nadarzyc za zyciem rodzinnym calej ulicy
agakwiat
20 Kwiecień 2010 at 8:32 pm
Ach, ta Julia!
gietat
19 Kwiecień 2010 at 6:32 pm
A ty co, nie lubisz sobie czasem w grajdolku pogrzebac?
Mowie wam, jak mi dzis w krzyzu strzyka od zrywania chwastow….
agakwiat
19 Kwiecień 2010 at 7:10 pm
Chyba by mnie musialo pogrzac,zeby grzebac w ziemi!!
Ogrodek mam wylozony plytkami chodnikowymi.
gietat
22 Kwiecień 2010 at 10:21 am
Hej, nie znamy sie. “Wpadlam” na Ciebie poprzez blog Tulipanki, zaczelam czytac i sie zachwycilam. Pieknie piszesz o Holandii. Ja tez tutaj mieszkam, od prawie 6 lat. Moim miejscem jest Limburgia. Mam nadzieje, ze bede mogla zagladac tu do Ciebie.
Pozdrawiam:)
agata76
29 Kwiecień 2010 at 10:22 pm
Bardzo dziekuje za odwiedziny i sympatyczny komentarz
Serdecznie zapraszam do MUMU!
agakwiat
1 Maj 2010 at 8:34 pm
Śliczności. Dobra wiadomość: zapowiada się wspaniały weekend w nl, w sam raz na grzebanie motyczką w ogrodowej ziemi
pozdrawiam z Amsterdamu!
Forestblue Factory
24 Czerwiec 2010 at 2:06 pm