Archiwum dla Czerwiec 2010
Waka Waka…czyli kogo obchodzi piłka nożna?
Ostatnio przyłapałam się w pracy na nuceniu oficjalnej piosenki MŚ (co za palant wymyślił radio internetowe?). Wydaje mi się też, że nieświadome kiwam przy tym głową do rytmu i od czasu do czasu szuram kółkami próbując ponętnie kręcić bioderkiem z dupa na krześle biurowym.
Taki sam efekt ma na mnie inna pieśń zjednoczonych kibiców- ta o sile, starzeniu się i machaniu flaga (z tą różnicą, że nie szuram biodrami). I tak sobie dziesięć razy dziennie wte i wewte nucimy z razem z Shakirą i K’naanem i grupą tubylczych tubylców “waka waka -eeee eeee” i o zgrozo przestałam się tym faktem czuć winna czy zażenowana.
No ale sami powiedzcie:
Na płocie naszego domku w MUMU – wisi pomarańczowy napis “HUP HUP HOLLAND” (prezent od lokalnego spożywczaka za zakupy o wartości +20 euro) wywieszony przez moją współlokatorkę-patriotkę. (Nie będę się tu rozpisywać o pomarańczowym szaleństwie, które od kilku tygodni ogarnęło Krainę Sera). Przyznam, że z ulga przyjęłam do wiadomości fakt, że pomysł oblepienia domu pomarańczowym papierem toaletowym i flagami oraz zawieszenia lampek w kształcie mini piłek nożnych na obu drzewkach przed domem umarł śmiercią naturalną w przeddzień rozpoczęcia mistrzostw.
Ale kogo obchodzi piłka nożna?
W zeszły weekend podczas meczu Holandia – Japonia moi sąsiedzi wciśnięci w pomarańczowe stroje gimnastyczne raźno wybiegli na ulicę, specjalnie w tym celu zamkniętą dla ruchu, po czym ustawili namioty, krzesła, dwa monitory, sprzęt nagłośnieniowy, 5 skrzynek piwa + przekąski (i ogromny nadmuchiwany zamek dla dzieciarni, żeby choć do przerwy mieć święty spokój). Gęsta chmura pomarańczowego testosteronu unosiła się w powietrzu razem z zapachem kiełbasy i piwa. Co niektórzy mieli chyba wrażenie, że jeśli będą krzyczeć dostatecznie głośno, to holenderska drużyna w Afryce na pewno ich usłyszy…. Chcąc nie chcąc wszyscy na osiedlu znali wynik meczu i wszystkie bardziej udane akcje.
I podczas gdy umacnianie jedności narodowej to jedno, kogo tak naprawdę obchodzi piłka nożna?
Niestety w pracy jest jeszcze gorzej, bo telewizory znajdują się w prawie każdym pomieszczeniu poczynając od recepcji a na dwóch kuchniach kończąc. (Dla wyjaśnienia dodam tylko, że pracujemy nad kampanią reklamową dla jednej z firm związanej bezpośrednio z MŚ) Cytując pewnego pisarza: “normalnie horror szoł”…
Mecze oglądają wszyscy – od recepcjonistek po dyrektorki. Kiedy miarowe stukanie w klawiaturę przerywa gromki wrzask męskich gardzieli, moja koleżanka z działu czym prędzej rzuca słuchawkę telefonu i pędzi do kuchni, by po chwili wzruszonym głosem oznajmić : “wyrównali na 1:1”. Co sprytniejsi w firmie ogladają mecze na internecie, pracując w trybie: Excel- mecz- Excel. I jak to w prawdziwie międzynarodowej firmie bywa, gdy jedni drą włosy z głowy, inni tańczą kankana z radości a tak naprawdę nikomu nie udaje się za bardzo skupić na pracy.
Ale kogo tak naprawdę obchodzi piłka nożna?
Wszystko zaczęło się niewinnie podczas ceremonii rozpoczęcia MŚ, gdy stuknąwszy się z koleżankami i kolegami z pracy symboliczną lampką szampana zagryzioną kostką holenderskiego sera, ze złami wzruszenia w kącikach oczu życzyliśmy sobie nawzajem wesołych mistrzostw świata. A teraz??
Gdy caluśkie dnie spędzam ślęcząc nad wymuskanymi podobiznami piłkarskich częsci ciała na plakatach i stronach internetowych, gdy oglądam te ich gęby na filmach i słucham wywiadów, gdy czytam statystyki, dane osobowe w 15 językach oraz opisy fantastycznych akcji i niezapomnianych goli, czuję się, jakbym ich znała od zawsze.
I tylko gdy śpię i znowu śni mi się Kaka, Messi i Villa biegający za piłką w moim ogrodzie w MUMU (przy okazji tratując cale zielsko przydomowe), ze dziwieniem stwierdzam, że oto …odkrywam w sobie prawdziwą fankę futbolu ( cofam- patrz kolejny post)





